Norweskie marzenia (nie)spełnione ….

Człowiek naczyta się głupot, nasłucha opowiadań, a potem sobie coś wymyśla i nazywa to marzeniami:) Tak o tej Norwegii ostatnio piszemy więc kontynuuję wątek ;)

Jechałam do Norwegii z listą marzeń do zrealizowania. Nie jestem zachłanna więc wpisałam na nią tylko 5 rzeczy:
1. Zjeść prawdziwego łososia norweskiego
2. Wykąpać się w wodospadzie
3. Kupić owoce „na straganie” bez sprzedawcy
4. Ulepić latem bałwana
5….

Zapytacie jak mi poszło? Hehe, no plan MUSI być elastyczny!!!

ŁOSOŚ NORWESKI
Jak się okazało najlepiej kupić go w Lidlu w Polsce, zabrać ze sobą do Norwegii i tam zjeść, wówczas każdy łosoś robi się norweski ;)
A tak na prawdę to nie znaleźliśmy ani jednego miejsca gdzie można by kupić świeżą rybę, nie spotkaliśmy żadnego rybaka który wyrzucałby swoje tony łososi na brzeg, nie widzieliśmy nic, co mogłoby świadczyć o tym że u nich one w ogóle są! Nie wiem gdzie łowią łososie norweskie, ale chyba nie w Norwegii :P
No dobra, widzieliśmy ustawione sieci, może to były jakieś łowiska, ale dookoła nic ani nikogo kto mógłby nam dać chociaż zobaczyć prawdziwą rybę. No więc kupowaliśmy wędzonego w markecie(nieporównywalnie taniej niż u nas!) i pałaszowaliśmy obywając się smakiem marzenia :)

norweski łosoś prosto z marketu

KĄPIEL W WODOSPADZIE
To dopiero historia… no marzenie jest, wodospadów na pęczki z każdej strony w którą się nie obrócisz. Mi kąpiel w wodospadzie kojarzy się raczej z tymi filmami i zdjęciami z ciepłych krajów gdzie laseczka w bikini stoi pod skała i kąpie się a dookoła fruwają kolibry.
Moje marzenie jak się potem okazało zaliczyłam do nieco bardziej ekstremalnych, ponieważ do ciepłych krajów było daleko, średnia temperatura powietrza wynosiła z 16 stopni, a górskie wodospady były tak zimne że podczas moczenia nóg otwierały się paznokcie. Jestem mało odważna jeśli w grę wchodzi zimno więc… znalazłam taki, który spełniał normę wodospadu i się wykąpałam. Mały? No i co! Wodospad to wodospad! Zaliczone!

wodospad wymarzony do kąpieli...


...ale odwagi starczyło tylko na taki ;)

OWOCE „NA STRAGANIE”

Czemu używam cudzysłowu by to napisać? Mianem straganu nazwałam małe przydrożne stoliki, stojące przy płotach domostw, na których wystawione były w pudełeczkach owoce, a obok nich stały skarbonki. Tak, skarbonki i karteczka z ceną. Podjeżdżasz, bierzesz owoce, wrzucasz pieniądze i odjeżdżasz zadowolony. Dla nas Polaków to niesamowity folklor! Owoców nikt nie pilnuje, pieniędzy nikt nie pilnuje, uczciwości nikt nie pilnuje. Zaufanie. Wzdycham ciężko z żalu, że u nas by się to nie udało.
Jechaliśmy akurat terenami pełnym czereśniowych sadów. Zatrzymaliśmy się, podeszłam do stolika, wzięłam czereśnie-wielkie i czarne ze słodyczy, otworzyłam skrzyneczkę na pieniądze-były w niej i norweskie korony i euro i inne nieznane mi waluty. Wrzuciłam więcej niż mówiła cena, nie wzięłam reszty, cieszyłam się jak dziecko które dostało cukierka. Entuzjazm mój minął w samochodzie kiedy okazało się, że muszę się nimi podzielić z dziećmi. Trudne jest to dzielenie ;)

niewyraźna słodycz z telefonu

LETNI BAŁWAN
Marzenie spełnione bezapelacyjnie i to wielokrotnie! Zosia była moim wiernym towarzyszem podczas lepienia tych wszystkich bałwanów, Ania miała wtedy rok i jedyne co umiała wtedy robić ze śniegiem to go jeść.

pierwszy wspólny letni bałwan

bałwan kolejny, bardziej okazały

norweskie lody

5….
nie pamiętam jakie było, i pewnie się nie spełniło, bo jakby się spełniło to bym pamiętała jakie było. Ale… ale spełniło się inne o którym nawet nie marzyłam, bo nie miałam świadomości, że tam może się spełnić. Widzieliśmy Morświny! Prawdziwe, w naturze, wolno żyjące i wolno pływające, wypuszczając głośno powietrze przepływały obok nas.
Zobaczyliśmy je późno w nocy, po bardzo długich poszukiwaniach miejsca noclegowego, zatrzymaliśmy się niedaleko drogi mając nad głową wielkie skalne ściany. Dzieci już spały, a my po dwóch łykach figówki zobaczyliśmy delfiny! Trudno było uwierzyć w ich prawdziwość tym bardziej, że nie doczytaliśmy nigdzie że tam występują. I nie byliśmy pijani, jeszcze... :) Rano towarzyszyły nam podczas jedzenia jajecznicy, niezwykłe to wydarzenie! Dopiero w domu po analizie naszych zdjęć i przeszukaniu internetu oznaczyliśmy je jako Morświny. Mega doświadczenie!

Morświn w akcji


Tak to jest z tymi marzeniami, jedne się spełniają, drugie nie. Niektóre trzeba przekształcać na bieżąco, z niektórych rezygnować i na szybko zamieniać na inne. O niektórych całkowicie zapominamy. Czy jestem zawiedziona tymi niespełnionymi? Nie. Czy tworzę kolejne? Owszem. Najważniejsze, aby zawsze je mieć!

lato w Norwegii

Komentarze

  1. Najlepsze lody! Oczekuję na zaproszenie... 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale cudnie!!!!!!!! Chce do Norwegii!!!! I też chcę zobaczyć morświny!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty