Co zabrać w podróż z dziećmi? - cz. 1.


Co zabrać w podróż z dziećmi?

Najważniejsze do zabrania są oczywiście dzieci, kto ile posiada, pakuje do samochodu, przypina pasami i można jechać:)

Jest też oczywiście sporo rzeczy, które umilają, ułatwiają i uspokajają w czasie podróży z dziećmi i o nich chciałabym napisać - co zabieramy, co nam się sprawdza lub co jest zbędne. Może komuś z Was ta lista pomoże się spakować i uniknąć paniki w trakcie wyjazdu.

Podczas pisania uzbierała się tego spora lista więc postanowiliśmy podzielić ten artykuł na dwie części, abyście mogli wytrwać do końca tekstu ;)
W pierwszej części poruszę kilka mniej obszernych tematów tj: ubrania, przekąski, zabawki, tablet, wózek i nosidło. Druga część będzie dotyczyła bezpieczeństwa podczas podróżowania z dziećmi oraz higieny.

Zapraszam!





ZABAWKI

Nasze dziewczyny zawsze pakują swoje ulubione książeczki, zabawki, kredki, kolorowanki, itp. Pod choinkę w tamtym roku dostały bardzo przydatną torbę firmy "Tuloko", którą mocuje się pasami pomiędzy fotelikami, dzięki temu obie mają jednocześnie do niej dostęp. Pojemna, dużo kieszonek, miejsce na napoje i przekąski i sztywne wieko, które po wyjęciu torby z samochodu i zamknięciu jej może służyć jako stolik do rysowania lub jedzenia.

Konieczne są pluszaki do spania.

Wiemy również z doświadczenia, że najlepsze są przedmioty, które w zasadzie nie są zabawkami, dziewczynki pożyczają od nas wszelkie miski, deski, sznurki, liny, noże, itp. więc nie ma co się specjalnie zagracać, nawet jeśli jedzie się na 3 tygodnie, tak jak my.

Torba Tuloko i wieczorne zabawy z rumuńskimi górami w tle


Kreatywność w najlepszym wydaniu (zwróćcie przy okazji uwagę na Ani ubiór)


Połączenia i smsy w kraju i za granicą w pakiecie za 0 zł

TABLET

Musi być. Temat kontrowersyjny, ale my zabieramy go zawsze. Nie oszukujmy się, że dzieci jadąc samochodem 3h będą podziwiały widoki za oknem. Pobawią się swoimi zabawkami, pooglądają książeczki, zdrzemną się, a potem? My wolimy uniknąć marudzenia i wtedy włączamy bajkę. Pragnę nadmienić, że w naszym domu nie ma telewizora i bajki nie są codziennością, dlatego te w trakcie podróży są dla nich jak miska z lodami ;) Przed wyjazdem nagrywamy dużo bajek, zazwyczaj pełnometrażowe i te które Nas - dorosłych nie zamęczą podczas słuchania. Hitem Norwegii było „Rio”, hitem Finlandii „Zwierzogród”, a jak na Rumunię przystało niemal w pętli leciał „Hotel Transylwania”.

Na tablet zgrywamy również zdjęcia i filmiki z aparatów czy GoPro.

"Dzwoneczek i sekret magicznych skrzydeł"

PRZEKĄSKI

Najważniejsze jest jedzenie! My lubimy jeść więc zawsze jesteśmy dobrze zaopatrzeni. Kiedy jedziemy najczęściej sięgamy po:wafle ryżowe i kukurydziane, rodzynki, orzechy i inne suszone owoce, herbatniki czasami kabanosy. Doskonałym rozwiązanie są także płatki śniadaniowe wszelkiej maści:kółeczka miodowe, kulki czekoladowe, kwadraciki cynamonowe, itp. Drogie nie są a dzieci zawsze cieszą (pewnie dlatego, że na co dzień nie jemy zbyt często płatków z mlekiem)-tak, zdajemy sobie sprawę z tego że nie są ani fit ani eko, ale umówmy się, są wakacje i nikt od lekkiego nagięcia dietetycznych norm nie zachoruje ani nie zwariuje. Po wakacjach wracamy do starych zasad i Zosia znowu z westchnieniem mówi „Nie mogę doczekać się wakacji...bo wtedy dajecie mi chipsy” :)

Kiedy Ania była mała robiliśmy zapasy na czas wyjazdu wszelkich słoiczki z gotowymi daniami, nie mieliśmy z nią problemów, bo to wszystkojedzące dziecko, ale deserki załatwiały kwestię szybkich przekąsek, również popularne owoce w tubkach zabieraliśmy za sobą np. na wyjścia w góry.

Przy jedzeniu sprawdziły się śliniaki, nie tylko kiedy dzieci były małe ale także i teraz - pobrudzone ubrania trzeba prać lub eliminuje się je z użytkowania, a podczas długiego wyjazdu liczy się każda sztuka. Nie lubię kiedy ubrania mają nawet niewielkie plamy, dlatego wolę zapobiegać pobrudzeniu, a do tego wystarczy śliniak - dla młodszych lepsze są te foliowe - nieprzemakalne, później korzystaliśmy z jednorazowych, choć miały trwałość kilku posiłków.

Dobrym rozwiązaniem są także bidony, w których dziewczyny zawsze mają wodę do picia i nawet jeśli źle dokręcą zakrętkę czy bidon spadnie na podłogę nic się z niego nie wyleje. To jego przewagą nad zwykłą butelką, poza tym jest wielokrotnego użytku więc generujemy mniej śmieci.

Szef kuchni poleca kółeczka miodowe :)


Podczas takiego jedzenia śliniak jest niezbędny


UBRANIE

Dobrze skompletowany zastaw ubrań może pomóc dzieciom w swobodnym korzystaniu z pobytu na dworze, a że na wakacjach prawie cały czas jesteśmy na dworze, warto dobrze przemyśleć co zabieracie.
Ja zawsze pakuję za dużo ubrań! Ale z dwojga złego lepiej w tą stronę;) Niezależnie od tego dokąd jedziecie na wakacje i jaka aktualnie panuje tam pogoda, zawsze, ale to ZAWSZE zabierz dla dziecka:
  • strój kąpielowy
  • buty do wody
  • kalosze
  • spodnie i kurtkę przeciwdeszczową
  • szalik i czapkę
  • kapelusz lub czapkę z daszkiem

Kalosze i spodnie przeciwdeszczowe są obowiązkowe!

Zestaw bardzo skrajny, ale pogoda lubi płatać figle. Po nauczce jaką miałam w Skandynawii, kiedy nie zabrałam Zosi kaloszy, a okazały się niezbędne i musiałam je kupić na miejscu płacąc 260zł(!) to pierwsza rzecz jaką pakuję. Na szczęście zakup był bardzo dobrej jakości i chodziła w nich przez 2 lata-więc się opłacało;) Niebawem Ania do nich wskoczy i zakup się zwróci ;)

Poza tym często wieczory i poranki okazują się chłodne i mokre, dlatego czapka i szalik oraz ubranie przeciwdeszczowe przydało się nam wielokrotnie.
Poza tym zestawem pakuję standardowe ubrania, bielizny zawsze zabieram o połowę mniej niż czas na jaki jedziemy, także pranie zawsze jest konieczne, ubrania też przepieramy w razie potrzeby.

Pakowanie walizek to moja działka przed wyjazdem, kiedy jest się aktywnym zawodowo trudno znaleźć czas, który można by poświęcić tylko na pakowanie. Spakowanie dziewczyn i siebie zajmuje mi około tygodnia, Radek pakuje swoje rzeczy sam, oraz cały sprzęt potrzebny na wyjazd - taki podział obowiązków sprawdza się u nas od wielu lat. Ubrania pakujemy do miękkich toreb, które dopasowują się kształtem do przestrzeni w której się znajdują (skrzynia lub bagażnik dachowy). Na bieliznę każdy ma swoją saszetkę, ułatwia to precyzyjne wyciąganie, unikając w ten sposób bałaganu. Taka sama odpowiednio oznakowana saszetka służy nam jako apteczka.

Typowo norweskie ubranie:kalosze, sandały, krótkie spodenki, czapka, kurtka puchowa i przeciwdeszczowa w jednym ;)

WÓZEK/NOSIDŁO

Jeśli dzieci są małe to są to pozycje obowiązkowe. Kiedy pojechaliśmy na pierwsze wakacje za granicę, Ania miała rok i jeszcze nie chodziła więc posiadanie wózka było konieczne. Mimo tego, że raczej nie zwiedzamy miast, tylko wybieramy miejsca na uboczu to robienie np. zakupów jest wygodniejsze kiedy posiada się wózek. Poza tym bardzo pomagał nam organizacyjnie, Zosia na postoju zajmowała się sobą, Radek przeorganizowywał wnętrze na sypialnię, a ja zazwyczaj wtedy gotowałam, z raczkującym szkrabem trudno było w pewnych momentach, dlatego wkładałam ją do wózka stawiałam obok siebie i gotowałyśmy razem. Również jedzenie/karmienie jest łatwiejsze kiedy dziecko siedzi i nie ma możliwości poruszania się. Taki roczniak także potrzebuje więcej snu, a w wózku jest to możliwe w każdej chwili. Przed wyjazdem kupiliśmy używaną spacerówkę, aby zajmowała jak najmniej miejsca w bagażniku dachowym, nie była najlepszej jakości i pozostawiała wiele do życzenia w kwestii wygody użytkowania, ale była mała. Później ,gdy młodsza córka miała już 2 latka też zabraliśmy wózek, ale wówczas przydał się o wiele mniej, jednak był nadal wygodny. Dwulatek już trochę pójdzie sam, ale szybko się męczy i wtedy z pomocą przychodzi wózek. W tym roku zrezygnowaliśmy całkowicie z wózka. Nasze wnioski są zatem takie, że zanim dziecko nie podrośnie do tych 3 lat wózek jest bardzo pomocny.

Droga Atlantycka, Norwegia 2016

Nosidło turystyczne kupiliśmy z myślą o wyprawach w góry. Po niedługich poszukiwaniach, na popularnym portalu sprzedażowym kupiliśmy "używkę" firmy Fjord Nansen - dosyć dobrze przemyślane, miało dodatkowo montowany daszek chroniący przed słońcem lub deszczem i ścianki boczne chroniące przed wiatrem. Duża kieszeń umożliwiała zabranie najpotrzebniejszych rzeczy (jednak to dodatkowe obciążenie dla niosącego) Używaliśmy go przez 3 lata. W tym roku w Rumunii Radek jeszcze nosił w nim Anię, ale powiedział, że to ostatni raz. Noszenie prawie 20-sto kilowego dziecka nie należy do przyjemności. Bywały momenty, że Ania szła sama, ale na strome kamieniste zbocze trudno wchodzić gdy ma się takie króciutkie nóżki. Należy jednak zaznaczyć, że noszenie dziecka w nosidle w tych warunkach też nie jest najbezpieczniejsze. Za rok Ania będzie miała już 4 lata więc nie ma zmiłuj, będzie chodzić sama (Zosia kiedy miała 4,5 roku weszła na własnych nogach na Norweskie Preikestolen! 4h pod górę!) Jedyna i największa wada tego nosidła to jego gabaryt! To najbardziej nieforemny bagaż jaki do tej pory mieliśmy! Nieskładany stelaż wywoływał u nas wiele frustracji podczas próby upchnięcia go w bagażniku dachowym lub wnętrzu samochodu. Gdy w samochodzie każda rzecz jest jak część układanki i pasuje tylko w jednej konfiguracji to nosidło było wiecznie niepasującym elementem. Na szczęście teraz poszło dalej do ludzi i będzie służyć innej małej turystce :)
W drodze na lodowiec Buarbreen



Mam nadzieję, że znaleźliście w tym tekście kilka podpowiedzi, które ułatwią Wam podróżowanie z dziećmi, teraz wystarczy tylko się spakować i pojechać. Do zobaczenia na trasie!

Komentarze

  1. A ja pamiętam jak wnosiliśmy ,,na barana,, trzylatka na Morskie Oko. Ale była misja. Szkoda że nie mieliśmy nosidła... ale z nas to ,,podróżnicy,, typu: Jedziemy? Dobra jedziemy. 😁

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty