Dlaczego lubię zimę?

Jestem zmarzluchem, niemal zawsze jest mi zimno, nawet latem do topu potrafię ubrać apaszkę, bo tak mi jakoś „wieje po szyi”. Tak mam :)

To zastanawiacie się pewnie skąd moje czekanie na zimę... Otóż czekam na nią by móc pójść wtedy na noc do lasu, może uda się na dwie nocki... bo wbrew zmarźlakowi który mieszka we mnie, ja uwielbiam zimowe noclegi w namiocie.
dlaczego lubię zimę



Dziwne to. Wiem, ale jakoś tak mam. To zadziwiające jak zmienia się odczuwanie zimna kiedy trwasz w nim długo. Mi najbardziej jest zimno kiedy wychodzę z ciepłego domku gdzie mam 22st C na zewnątrz, gdzie jest -10st C, wówczas różnica temperatur wynosi 30st i każdemu ma prawo być zimno. Kiedy jednak trwasz w tej temperaturze przez dłuższy czas jej percepcja ulega zmianie. Konieczny jest oczywiście do tego odpowiedni ubiór i ruch, bo gdybym miała siedzieć to pewnie prędko bym skostniała, ale wyjście na noc do lasu łączy się bezpośrednio z chodzeniem więc nie ma co się martwić. Potem zbieranie drewna na ognisko, rąbanie, piłowanie, budowanie schronienia, więc pozostanie w ruchu chroni przed zmarznięciem. A potem już tylko gotowanie i pyszna ciepła kolacja spożywana z nogami zatopionymi w śpiworku.



Pierwszy raz na mróz w lesie Radek zabrał mnie kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Poznaniu. Była to bardzo późna jesień i pierwszy nocny przymrozek. Pojechaliśmy do pobliskiej Puszczy, zabraliśmy namiot i wtedy spędziłam pierwszą „zimową” noc w lesie. Poranny widok szadzi na mchach, trawach i sosnach mnie zachwycił. Zimno nie przeszkadzało, a dodawało cudnego klimatu. Pamiętam z tego wypadu piękne słońce, mgłę, szadź, zamarznięty las, poranne ognisko i herbatę w termosie, nie pamiętam natomiast żebym zmarzła.

Bieszczady zimą

Kilkanaście dni później jechaliśmy pociągiem w Bieszczady, na Sylwestra, pod namiot.
To było dla mnie kosmiczne wyzwanie. Wyjście poza strefę swojego komfortu jest niezwykle trudne, dla mnie szczególnie jeśli chodzi o niskie temperatury.

Na opisanie przygód podczas tego tygodniowego wyjazdu potrzeba by osobnego posta, napisze tylko że podczas pobytu tam mieliśmy wszystkie pory roku:od głębokiej mroźnej i śnieżnej zimy po ciepły wiosenny i mglisty las po którym szliśmy jedynie w polarach. Szliśmy za stadem wilków, przygarnęliśmy błądzącego po lesie psa, zgubiliśmy podczas śnieżycy szlak na połoninie, Nowy Rok witaliśmy na Dydiowej, oglądając ukraińskie fajerwerki i schodziliśmy nocą z gór na latarkach, bo w schronisku nie było dla nas miejsca (turyści którzy przyjechali na sylwestra zajęli je wszystkie...) Dla mnie lekcja życia.

Bieszczady zimą
Zimowe nocowanie w namiocie
Zimowe Bieszczady


Podczas zimowych wypraw (piszę jakbym co najmniej Mount Everest zdobywała ;) wszystko wygląda inaczej. Czy lepiej niż latem? Nie wiem, dla mnie inaczej - ciekawiej, trudniej logistycznie, bardziej refleksyjnie, bo co to za wyczyn nocować w namiocie w lipcu? A w grudniu... no jak dla mnie to wyczyn i satysfakcja gwarantowana. Trzeba więcej planować, bardziej analizować i mierzyć siły na zamiary.

Zabawne jak człowiek zmienia swoje nastawienie, postępowanie i oczekiwania podczas zimowego wyjścia. Jeśli jest śnieg to nie musimy nosić wody, jest wszędzie - w proszku ;) Zabawne jest to jak nie pomyślisz o wszystkim i chcąc zadbać o swoją higienę kupujesz nawilżane chusteczki... potem żeby ich użyć trzeba je najpierw „połamać” bo przecież zamarzają, pasta do zębów też;) To samo ze sznurowadłami w butach-póki masz je na sobie są ciepłe i mokre jest ok, rano jednak wkładasz stopy do bryły lodu i łamiesz sznurowadła, aby je zawiązać (chyba że masz bardziej rozwinięte myślenie przyczynowo-skutkowe niż ja na tamten czas i śpisz z butami w śpiworze, wtedy są ciepłe i mniej mokre). Pojęcie „ciepła” również fantastycznie się zmienia, w czasie zimowego biwakowania. Podczas gotowania w namiocie temperatura podnosiła się do zaledwie 0st C, a ja już rozbierałam się do koszulki i leginsów bo było mi tak ciepło jakby namiot był ogrzewany piecykiem na drewno ;) Fajnie obserwować siebie samego w takich ekstremalnych warunkach. Ktoś może czytać i uśmiechać się „pod wąsem”, że postrzegam to jako ekstremalne warunki, ale każdy ma swoje granice i za każdym razem pokonywanie ich jest dla nas rozwijające i budujące i nie muszę jechać na Syberię zimą, by o tym wiedzieć.

Poza tym długim wypadem zimowym, byłam z Radkiem kilka razy na takich weekendowych wyjściach lub pojedynczych nockach w lesie. Czekamy zawsze na pierwszy śnieg i wtedy idziemy. Śniegu ostatnio mamy deficyt, dlatego jestem bardzo niecierpliwa i mam nadzieję, że dane nam będzie w tym roku pójść po śniegu. Jak nie ma śniegu to wyjście nie jest takie piękne i „wymagające”, jest wówczas po prostu wyjściem, a na śniegu zyskuje +10 do wyjątkowości. No i level nocek też podskoczył, ponieważ nie zabieramy już namiotów tylko śpimy pod plandeką. Zimno? Hehe, a powiem Wam ,że nie ma różnicy:) Namiot daje mi tylko takie złudne poczucie bezpieczeństwa. Radek mnie zawsze przekonuje, że bezpieczniej jest widzieć co jest dokoła Ciebie, co w namiocie jest niemożliwe a i wyobraźnia bardziej wariuje kiedy tylko słyszysz szmery, szelesty i pękające poza namiotem gałązki ... Radek mnie zawsze przekonuje, ale nie wiem czy jestem już przekonana ;)



Lubię jak śnieg skrzypi pod stopami, jak płatki śniegu roztapiają się na gorących policzkach, jak pachnie grzane wino z ogniska i smakuje kociołek rozmaitości. Lubię też kiedy niebo jest pomarańczowe, a w ciszy słychać jak topnieje śnieg na gałęziach wysoko ponad ogniskiem. W nocy chowam się calutka do śpiwora i tylko od czasu do czasu wystawiam nos, by złapać świeżego powietrza. Rano nie mogę się przemóc by opuścić swój ciepły kokon, ale potrzeby fizjologicznie skutecznie do tego kroku mobilizują ;)

Zimowe nocowanie w lesie, jedyny moment kiedy lubię zmarznąć. Atmosfera i towarzystwo zawsze mnie ogrzewa.

Dlatego czekam na zimę!

A Wy próbowaliście spać na śniegu?

Komentarze

Popularne posty