Rumunia - krótkie podsumowanie wyprawy

Pierwszą refleksją, która mi się nasuwa to ta, że było zupełnie inaczej niż w Skandynawii. Wiem, że można się było tego spodziewać, ale dla nas było to troszkę zaskoczeniem. Największym szokiem było to, o czym pisałem już wcześniej, czyli śmieci. Okazało się, że mentalność tej części Europy w odniesieniu o troskę o środowisko naturalne jest zupełnie inna niż na północy. Dla osób takich jak my, czyli miłośników podroży z zacięciem przyrodniczym, szukających kontaktu z przyrodą, fakt bezrefleksyjnego zostawiania po sobie wielkich ilości odpadów był czymś, z czym przez pierwsze dni nie mogliśmy się pogodzić. Co ciekawe, podobnie jak w Skandynawii aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu było w Rumunii równie popularne. Sam rodzaj aktywności był nieco inny, ale fakt jest taki, że Rumuni chętnie biwakują, odpoczywają i bawią się na świeżym powietrzu. Dzięki temu nikogo nie dziwiła nasza obecność i dzikie noclegi.

Rumunia - podsumowanie wyprawy

Pod pewnymi względami dzisiejsza Rumunia przypomina mi Polskę sprzed 25 lat. Jadąc przez przez rolnicze tereny tego kraju dalej można obserwować pracujące w polu konie. Na wsiach, na ławeczkach przed domami siedzą najstarsi mieszkańcy często żywo dyskutując z sąsiadami. Życie wieczorami kręci wokół wiejskich sklepo-barów gdzie po pracy mężczyźni odpoczywają z browarkiem w ręku. Na górskich łąkach nie brakuje pasterzy przepędzających stada owiec czy kóz. Przy drogach na straganach przed domami można kupić świeże owoce i warzywa. Ludzie są przyjaźnie usposobieni, uprzejmi i zawsze pozdrawiają. Wszystko to widoki, które widzieliśmy wiele lat temu w Polsce, i nawet te nieszczęsne śmieci znamy z przecież autopsji.

Infrastruktura turystyczna w Rumuni jeszcze raczkuje, brakuje parkingów przy atrakcjach turystycznych, oznaczeń, no i oczywiście dróg. Może właśnie, dlatego kraj ten wydaje się idealny do wyjazdów takich jak nasz.

Ciekawą sprawą są nie jasne dla mnie przepisy dotyczące dzikich noclegów. Gdzieś przeczytałem, że istnieją przepisy prawa, które regulują tą sprawę i nie pozwalają na tego typu zachowania, ale praktyka pokazała, że to raczej martwe przepisy. Na swojej drodze spotkaliśmy przecież wiele osób biwakujących bez oporów na dziko. Czas pokaże czy takie podejście władz do respektowania przepisów zmieni się w model znany w krajach zachodnich i poniekąd także u nas. Mam nadzieje, że jeszcze długo Rumunia zostanie krajem przyjaznym wędrowcom, którzy zamiast pięciogwiazdkowych hoteli wybierają noclegi pod milionem gwiazd.

Wyjazd na południe Europy , gdzie temperatury podczas wyjazdu były piekielne wysokie zmusił nas do przeanalizowania wyposażenia naszego busa. Pierwszą modyfikacja, jaką zrobię przed następnym wyjazdem w ciepłe rejony to prysznic. Brak kąpieli przez dwa dni nie był kłopotem w chłodnej Norwegii, ale już przy 35 stopniowych upałach stawał się sporym utrapieniem.
Pomyślę również nad panelem solarnym do ładowania drugiego akumulatora oraz nad jakimś rozwiązaniem (na razie nie mam pomysłu) na wymuszenie cyrkulacji powietrza we wnętrzu podczas spania. Przygoda na klifach Jurilovca nauczyła mnie również, że moskitiera jest obowiązkowym elementem wyposażenia ZAWSZE.

Na zakończenie i jakby na potwierdzenie opisanych w poprzednich postach przygód publikuję tu skrócony filmowy zapis naszej podróży.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty