Öland - Wyspa wiatraków

Nasza nieoczekiwana wyprawa do Fulufjallet National Park okazała się na tyle czasochłonna, że na zwiedzanie głównego celu, naszego majowego wyjazdu do Szwecji zostało nam jedynie dwa dni. Jak się później okazało było to zdecydowanie zbyt krótko by zobaczyć wszystko co Öland jest nam w stanie zaoferować.
 

Po całym dniu jazdy dotarliśmy wreszcie do najdłuższego w Szwecji mostu łączącego  Wyspę Öland ze stałym lądem. Ponad 6-cio kilometrowa budowla oparta jest na 156 betonowych filarach i wznosi się w najwyższym punkcie na 36 metrów nad Cieśniną Kalmarską.  Przed wjazdem na Ölandsbron zatrzymaliśmy się na chwilę na sporym parkingu aby na spokojnie popatrzeć na tą ogromną budowlę.

Most Olandzki (Ölandsbron)

Bläsinge Hamn

Było już dosyć późno gdy wyjeżdżaliśmy na wyspę, więc od razu rozpoczęliśmy szukanie miejsca w którym moglibyśmy spędzić noc. Nasza ulubiona apka poprowadziła nas do niewielkiego portu rybackiego Bläsinge Hamn. Gdy przyjechaliśmy na miejsce port wyglądał jak opuszczony. Knajpki i bary ze świeżą rybą zamknięte na głucho wskazywały, że sezon wakacyjny jeszcze się nie rozpoczął tylko kilka kamperów stojących na nabrzeżu wskazywało, że jednak jest tam jakieś życie.

W porcie przygotowanych było kilka miejsc postojowych dla kamperów z możliwością podłączenia prądu a płatności za postój należało dokonać wrzucając pieniądze do skrzynki wiszącej na słupie. Zaufanie społeczne jest w Szwecji zdecydowanie większe niż w Polsce. W Polskich realiach sytuacja w której pieniądze wiszą “bezpańsko” w skrzynce i nikt ich nie chce ukraść jest równie trudna do wyobrażenia jak to, że ludzie wrzucają pieniądze do tej skrzynki choć mogli by odjechać bez uiszczenia opłaty.

Miejsce na nocleg wybraliśmy nieopodal portu na niewielkiej prywatnej łące przygotowanej do biwakowania. Tam też należało opłatę uiścić z tą jedynie różnicą ,że skrzynka na pieniądze zamiast na słupie, wisiała w wychodku.

Poranek na Wyspie Öland przywitał nas słońcem i mimo, że widzieliśmy ciemne chmury kłębiące się dookoła to nasze “okno pogodowe” nie opuszczało nas prawie cały dzień.
Po śniadaniu wypiliśmy jeszcze kawkę na plaży i ruszyliśmy dalej na północ wyspy.
Blasinge Hamn



Szybka kawa przed dalszą drogą.

 

Ismantorps

Po przejechaniu kilku kilometrów trafiliśmy na znak drogowy ze znanym nam dobrze symbolem atrakcji turystycznej. Skręciliśmy z głównej drogi i po kilku minutach dojechaliśmy do parkingu przy ruinach Twierdzy Ismantorps. Miejsce dość ciekawe dla miłośników historii.
Ismantorps to jedne z najlepiej zachowanych ruin na Wyspie Öland. Jednak w przeciwieństwie do Zamku Eketorp nie zostały odrestaurowane. Całość twierdzy składała się z około 95 ułożonych koncentrycznie budynków otoczonych kamiennym murem i połączonych ze sobą siecią dróg. Przeznaczenie twierdzy jest nie do końca wyjaśnione. badacze stwierdzili że była ona wykorzystywana intensywnie między 300 a 600 rokiem naszej ery a potem na mniejszą skalę od 900 do 1200 roku n.e. Najnowsze raporty z badań sugerują że obiekt wykorzystywany był jako baza wojskowa w której planowano zbrojne ataki oraz jako “centrum treningowe” dla ówczesnych żołnierzy.

W chwili obecnej dalej może zrobić wrażenie na osobach lubiących historię. Zarysy fundamentów są doskonale widoczne a wysokość zewnętrznego muru robi spore wrażenie. Niestety oglądanie hałdy gruzu nie było szczególnie interesujące dla dzieci. Zosia była wyjątkowo rozczarowana, że nie ma tam nic oprócz kamieni i że nie udało się znaleźć żadnych skarbów. Tłumaczenie, że te kamienie zostały ułożone przez ludzi ponad 1000 lat temu nie zrobiło na niej żadnego wrażenia.

W związku z brakiem zainteresowania śladami przeszłości, zwiedzanie ruin nie trwało długo i dość szybko ruszyliśmy w dalszą trasę. Po drodze zajechaliśmy do sklepu uzupełnić zapasy i przy okazji wzięliśmy darmowy przewodnik turystyczny po Wyspie. Po krótkiej lekturze okazało się, że dwa dni które nam zostały do powrotu do domu to zdecydowanie zbyt mało na zobaczenie wszystkich znajdujących się tam ciekawych miejsc.

Fragment zewnętrznego muru



Byrums raukar

To miejsce które zrobiło na nas największe wrażenie. Zjawiskowe, wystające z wody wapienne kolumny stanowią jedyną w swoim rodzaju ciekawostkę przyrodniczą. Historia ich powstania sięga 490 milionów lat gdy ten obszar pokrywały wody tropikalnego oceanu. W ciepłych płytkich wodach tworzyły się rafy koralowców których szczątki odkładały się warstwami przez miliony lat. W wyniku ruchów tektonicznych rafy były “prasowane” przez tysiąclecia pod ogromnym ciśnieniem formując w ten sposób Wapień Ölandzki. Badacze twierdzą że tempo tworzenia tych skał wynosiło 1mm na 1000 lat. Unikalność tych skał polega na tym że, w takiej formie występują tylko na Bałtyku na Wyspie Öland, Gotlandii oraz leżących w pobliżu wysepkach Fårö i Lilla Karlsö. Całość 3 hektarowego fragmentu wybrzeża obejmującego około 120 skalnych przedziwnych skalnych formacji stanowi rezerwat przyrody. Mimo objęcia całego terenu ochroną, można było w pełni korzystać z uroków tego miejsca wspinając się na skały oraz oglądając skamieniałe szczątki prehistorycznych organizmów które występują tam w dużych ilościach.

Na skałach spędziliśmy sporo czasu pozwalając dzieciom do woli korzystać z tego naturalnego placu zabaw.


Wapienne kolumny Byrum Raukar
Wapienne kolumny Byrum Raukar




Neptuni åkrar

Dalej na północ dojechaliśmy do kolejnego rezerwatu przyrody- miejsce nazwane przez słynnego przyrodnika Karola Linneusza - Polami Neptuna. Długi pas wybrzeża pokryty grubą warstwą kamiennego gruzu który został tu od czasów ostatniego zlodowacenia. Przez tysiące lat fale Bałtyku wyrzucały kamienie na brzeg jednocześnie zmiękczając ich krawędzie. Ze względu na kamieniste podłoże i stale wiejące tam wiatry szata roślinna w tym miejscu jest bardzo uboga. Mimo to od lat wiosną turyści i mieszkańcy pobliskiego Byxelkrok zachwycają się łanami rosnącego Żmijowca zwyczajnego przykrywającego niebieskimi kwiatami szare kamienie. Ciekawe jest również tutaj dno Bałtyku w które inaczej niż o nas zbudowane jest z kamiennych płyt przykrych glonami i cieniutką warstwą wody.

Po krótkim spacerze po Polach Neptuna i przejechaniu kilku kilometrów dojechaliśmy do północnego krańca wyspy i latarni Lange Erik. Niestety w tym miejscu nasze pogodowe szczęście nas opuściło i nie mieliśmy szans żeby dłużej zostać na wysepce na której posadowiona jest latarnia. Udało nam się w zamian posmakować wiosennej wyspiarskiej aury, czyli silnego wiatru, deszczu i gradu. Spod latarni ruszyliśmy już biegiem szukając schronienia w busie.


Lange Erik - latarnia morska na północnym krańcu wyspy.



Dzień już się kończył a pogoda pogorszyła się na tyle, że nie mieliśmy już ochoty na zwiedzanie kolejnych miejsc. Zaczęliśmy rozglądać za noclegiem. Park4night pokazała nam ciekawe miejsce nad samym morzem, do którego prowadziła wąska leśna droga nadająca się bardziej dla osobówek niż dla T4. Na miejsce dojechaliśmy bez strat w zawieszeniu i dodatkowo miejsce okazało się naprawdę piękne. Ostatnią noc na Öland spędziliśmy przy kamienistej plaży na północnym krańcu wyspy.

Wieczór był zimny i wietrzny więc po raz kolejny ogrzewanie postojowe udowodniło że było warte wydanych na nie pieniędzy. W ciepełku położyliśmy się spać mając nadzieję że pogoda następnego dnia pozwoli nam na zwiedzanie Lasu Troli


Nasza miejscówka


Trollskogen

Położony na północnym krańcu wyspy las jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji Wyspy Öland. Stare porośnięte bluszczem dęby, oraz zjawiskowo powyginane nadmorskie sosny tworzą niesamowity klimat pradawnego lasu nietkniętego ludzką ręką. Oczywiście to tylko złudzenie ponieważ oprócz oczywistych walorów przyrodniczych Trollskogen posiada bogatą historię osadnictwa oraz militarnej działalności ludzi żyjących na tym terenie.

Spacer szlakiem turystycznym odbyliśmy w deszczu czasami zmieniającym się w gęstą mżawkę.Trasa ma długość około 5 km i prowadzi przez smagane wiatrem, nienaturalnie powykręcane sosnowe drzewostany, które zachwyciły mnie chyba najbardziej. Jako leśnik widziałem już sporo krzywych drzew ale Las Trolli zdecydowanie wymiata je wszystkie.

Cechą odróżniającą to Trollskogen od chronionych drzewostanów w Polsce był... bałagan. Nie chodzi mi tu o śmieci, tylko o pozostawione złomy, wywroty i uschnięte drzewa, których nikt tutaj nie usuwa “w trosce o bezpieczeństwo turystów”. Dzięki temu lasu jest mniej sterylny i zachowuje swój naturalny klimat a mimo to szlaki nie są usłane trupami turystów którzy zostali zabici przez wywracające się drzewa. Może kiedyś i u nas ktoś dostrzeże różnicę między parkiem a lasem.
Całą wycieczkę zakończyliśmy w Trollskogen Naturum - muzeum przyrodniczym znajdującym się przy wejściu do rezerwatu.


Koszmar Brakarza
Wrak Duńskiego statku który rozbił się u wybrzeży Oland prawie sto lat temu

"Nawiedzony Dąb" potężne 900 letnie drzewo.
Trollskogen był ostatnim miejscem które odwiedziliśmy na Wyspie Öland. Pozostała nam już tylko droga powrotna na prom do Trelleborga.

Öland nie jest dużą wyspą, jednakże ilość miejsc do obejrzenia jest zdecydowanie zbyt duża aby zdążyć je zobaczyć w ciągu dwóch dni. Myślę że na Öland jeszcze wrócimy z przewodnikiem w ręce i na co najmniej tydzień czasu.

Okolice miejscowości Gillberga
Byxelkrok



Komentarze

Popularne posty