Czy warto jechać do Theth?

Jeszcze przed naszym wakacyjnym wyjazdem, przeglądając przewodnik po Bałkanach, trafiłem na opis miejscowości, która znajduje się w samym środku niczego. Zgodnie z informacjami z przewodnika „Bałkany” wydawnictwa Pascal wioska Theth miała znajdować się w dolinie rzeki Thethit wciśniętej między ostre szczyty Albańskich Alp . Prowadząca do niej droga opisana została jako ”...szutrowa, dość dobra droga, którą można pokonać każdym typem auta”

Opis w przewodniku sprawił, że z miejsca wciągnęliśmy Theth na naszą bucket list. Odległa miejscowość w górach, której niedostępność gwarantować miała spokój i brak masy turystów była zdecydowanie kuszącą pozycją do zwiedzenia podczas pobytu w Albanii.



Do Theth ruszyliśmy z okolic Szkodry jadąc wzdłuż brzegu Jeziora Szkoderskiego. W miejscowości Koplik zjechaliśmy na osławioną drogę SH21. Od tej pory pokonując kilometry całkiem przyzwoitego asfaltu pieliśmy się w górę ciesząc oczy widokiem górskich szczytów.
Po minięciu miejscowości Boge szybko zaczęliśmy wjeżdżać coraz wyżej a prosta do tej pory droga zamieniła się w serpentyny. Ostre zakręty i strome podjazdy, zmęczyły zarówno nas jak i samochód. Poziom trudności nie był oczywiście specjalnie wysoki zwłaszcza, że jechaliśmy po gładziutkim, świeżo położonym asfalcie, jednakże upał w którym przyszło nam podróżować był dla nas bardzo męczący. Nigdy wcześniej nie podróżowaliśmy w takim skwarze, a nasze dzielne busiwo mimo niezliczonych zalet nie posiada klimatyzacji. Gdy wtoczyliśmy się zatem na przełęcz Buni i Thores leżącą na wysokości 1704m n.p.m z ulgą odczuliśmy, że na tej wysokości skwar był mniej bezlitosny.
Na przełęczy, większość miejsca na sporym parkingu zajmowała hałda gruzu, łyżka od koparki i kilka maszyn budowlanych wskazujących na to, że owiana legendami "droga do Theth" niebawem stanie się po prostu "drogą".

Większość samochodów jadących w jedną lub drugą stronę zatrzymywała się na chwilę przełęczy. Niektórzy wychodzili z luksusowych aut strzelić sobie selfie, aby za chwilę zjechać z powrotem asfaltem w kierunku Boge, inni wjeżdżający z Theth zatrzymywali się odetchnąć po ciężkiej drodze. Dla jednych i drugich Qafa Buni i Thores była granicą która oddzielała komfortowy asfalt od wątpliwej jakość wąskiej, szutrowej, górskiej drogi. Pierwszy odcinek naszej trasy widać było dość wyraźnie z przełęczy ale ufając przewodnikowi mieliśmy nadzieję że „droga zasadniczo dostępna dla każdego rodzaju auta” jest tuż za zakrętem.
Pierwszy fragment drogi.
Majet e Shales


Rozpoczęliśmy mozolny zjazd w dół. Pierwszy odcinek naprawdę robił duże wrażenie. Piękne widoki na szczyty Albańskich Alp rekompensowały fatalną jakość drogi. Tłukąc się wolno po wyboistej drodze dojechaliśmy do punku widokowego na Majet e Shales. Warto się tam zatrzymać na dłuższą chwilę bo widok na dolinę Theth jest rzeczywiście spektakularny a poza tym to ostatnie miejsce na trasie, z którego można podziwiać widoki. Poniżej tego miejsca droga prowadzi już przez las więc na widoki nie ma co liczyć.
Widok z drona na dolinę Thethi

Nie oznacza to oczywiście, że dalsza droga jest nudna. Na pewno nie dla kierowcy. Podróż po wąskiej, najeżonej ostrymi kamieniami drodze zajmowała całą moją uwagę. Nawet jeśli sceneria za oknem wypalałaby oczy swoim pięknem, ja i tak nie widziałbym nic oprócz drogi, próbując jakimś cudem nie rozharatać miski olejowej na jednym z setek wystających kamiennych zębów. Zjazd w dół i slalom między dziurami uatrakcyjniały manewry mijania, gdy na wąskiej drodze spotykały się dwa jadące z naprzeciwka samochody. Procedura mijania w przypadku osobówek była dość prosta. Należało znaleźć jakąś niewielką lukę w skalnej ścianie ciągnącej się wzdłuż drogi lub zatrzymać się na łuku drogi. Wtedy mijanie szło w miarę sprawnie zwłaszcza z albańskimi kierowcami, którzy zaprawieni w boju nawet nie zwalniali. Inaczej było gdy musieliśmy minąć się z długą wersją Mercedesa Sprintera. Sprawa wcale nie wyglądała różowo, gdy stanęliśmy maska w maskę zastanawiając się jak przeprowadzić tą skomplikowaną operację. Skończyło się na tym, że pasażer ze Sprintera na migi informował nas o odległości kół od krawędzi drogi, podczas gdy nasze auta ze złożonymi lusterkami bocznymi, przepychały się obok siebie centymetr po centymetrze.



Cała trasa od Qafa Buni i Thores do Theth liczy jedynie 15 km, ale przejazd zajął nam 2 godziny. Daje to jakieś wyobrażenie o stanie drogi którą jechaliśmy. Na domiar złego na jednym z zakrętów pomyliśmy drogi i do Theth dojechaliśmy przez Okol, drogą dłuższą i jeszcze gorszą niż poprzednia.

Samo Theth faktycznie położone było niezwykle malowniczo. Porozrzucane po całej dolinie domy otoczone skalnymi ścianami sprawiały wrażenie odizolowania od świata. Jednak przy całej tej niedostępności infrastruktura turystyczna była zadziwiająco dobrze rozwinięta. W Theth znajdują się pola kempingowe, pensjonaty, restauracje i bary. Nawet sygnał internetu komórkowego był na tyle mocny, że wieczorem dziewczynki mogły urządzić wideo rozmowę z babcią. Generalnie można powiedzieć, że jest tam wszystko oprócz drogi
Ruch turystyczny też był spory. Co chwilę tubylcy w rozpadających się terenówkach i 30-letnich busach 4WD, przywozili z góry kolejne grupy turystów chcących zobaczyć to osławione w przewodnikach miejsce.

Główna droga w Theth





Na nocleg zatrzymaliśmy się w na kempingu Zorgij, położonym praktycznie w centrum wioski. Cała trasa tak bardzo zmęczyła mnie psychicznie, że nie miałem już siły na błądzenie i szukanie noclegu. Poza tym pokusa wzięcia prysznica po całym dniu w jazdy w piekielnym upale była zbyt silna by się jej nie poddać. Nie przeszkadzał nam nawet skorpion łażący po ścianie w łazience . Wieczorem, przy lampce czarnogórskiego jabola kupionego na malutkim straganie gdzieś nad jeziorem Szkoderskim, spoglądałem z przerażeniem na otaczające nas góry, zastanawiając się co my tu robimy i jak my się stąd wydostaniemy.

Poranna kawa przed drogą powrotną
Tamtej nocy spałem fatalnie. Stres związany z drogą powrotną ewidentnie dawał się we znaki. Świadomość, że jeśli coś po drodze się zepsuje to będziemy w przysłowiowej czarnej d… nie dawała mi spokoju. Nawet ekipa z Polski, nocująca koło nas była zaniepokojona drogą powrotną mimo, że podróżowali terenowym Land Roverem.

Następnego dnia spędziliśmy jeszcze kilka godzin szwendając się po okolicy. Chcieliśmy zobaczyć opisywane w przewodniku, kamienne, kryte gontem domy, kościół katolicki oraz znajdujący się poniżej wioski malowniczy wodospad Grunas

Wodospad Grunas



Kościół katolicki w Theth
W drogę powrotną na przełęcz wyruszyliśmy około 15:00. W żółwim tempie wtaczaliśmy się do góry. Z daleka wypatrywałem samochodów jadących z naprzeciwka starając się zawczasu wybrać dobre miejsce na mijankę. Nachylenie drogi co prawda nie było duże, ale nie chciałem stanąć w miejscu które wymagało by później katowania sprzęgła podczas ruszania pod górę. Wlokąc się cały czas na pierwszym biegu, spokojnie acz konsekwentnie pokonywaliśmy kolejne kilometry, aby po 1,5 godziny z nieukrywaną ulgą i bez strat w sprzęcie, znowu zatrzymać się na przełęczy Buni i Thores.

Nie ulega wątpliwości, że mieliśmy fart, udało nam się bowiem bez najmniejszej awarii pokonać tą trasę w obie strony. Niestety nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Po drodze spotkaliśmy Polaków którzy próbowali dotrzeć do Theth osobówką, ale nie dojechali nawet do połowy drogi ponieważ rozpruli oponę na ostrych kamieniach. Mijaliśmy ich gdy na dojazdówce próbowali wjechać z powrotem na przełęcz.
Droga przed nami znaczona była licznymi strugami oleju z roztrzaskanych misek olejowych, a na koniec na przełęcz zajechała Octavia na czeskich numerach, której wkurzony kierowca zafundował solidnego kopa w drzwi po tym jak zajrzał pod spód samochodu. Czarna plama oleju która się pod nim pojawiła niechybnie zwiastowała dla niego koniec podróży.


Czy warto jechać do Theth?

Mimo ogromnego stresu jaki kosztowała mnie ta trasa nie żałuje, że się tam wybraliśmy.  Jeśli jednak będzie mi dane jeszcze raz udać się do Theth postaram się odbyć tą podróż cudzym samochodem i najlepiej w roli pasażera. Mam również wrażenie, że w kwestii jakości drogi autorka przewodnika minęła się z prawdą o lata świetlne. Rozumiem, że sformułowanie „… dostępna zasadniczo dla każdego typu auta” odnosiło się do tubylców pokonujących tą trasę zarówno busami, terenówkami jak i zwykłymi osobówkami. Idąc jednakże tym tokiem myślenia, spokojnie mógłbym napisać że, ocean można przepłynąć „zasadniczo każdym typem łodzi „ bo przecież Aleksander Doba, Romuald Koperski tego dokonali.
Wprowadzające w błąd może być również stwierdzenie, że „...do Thethu prowadzi szutrowa, dość dobra droga”. Być może w realiach albańskich górskich tras, droga faktycznie może uchodzić za „dość dobrą”, jednakże dla Polaków (bo jak sądzę, do nich głównie kierowany jest przewodnik) wyobrażenie dość dobrej drogi jest zdecydowanie odmienne od tego co zobaczyliśmy. Tak czy inaczej bezpiecznie jest informacje z przewodników dzielić przez dwa.

Dla spokoju o własny samochód myślę, że w kwestii transportu najlepiej skorzystać usług lokalnych przewoźników, którzy codziennie kursują na tej trasie wożąc turystów w dolinę Thethi. Sama miejscowość przez swoje położenie i bogatą bazę noclegową stanowi idealne miejsce do wypadów na piesze górskie wycieczki. Co prawda spodziewaliśmy się „zabitej dechami” odciętej od świata wioski gdzie nie dotarła jeszcze masowa turystyka i w tym temacie troszkę się przeliczyliśmy, ale myślę że mimo popularności tego miejsca, bez problemu można tam znaleźć spokój, ciszę czy olśniewające wprost widoki.

Gdyby jednak ktoś był miłośnikiem męczenia samochodów i chciałby przejechać słynną Trasę SH21 to musi się spieszyć, bo według tego co mówili tubylcy w najbliższej przyszłości ma zostać wybudowana normalna droga i wtedy czar tego miejsca i jego izolacja bezpowrotnie zniknie.




Komentarze

  1. Kocham takie wyprawy:) W moim kombi też super sprawdza się boks od http://www.amos.auto.pl. Pomyślcie i o takiej rzeczy

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne Posty