5 najładnieszych miejsc w których nocowaliśmy.

Nasza podróż po Norwegii trwała 3 tygodnie. W tym czasie udało nam się natrafić na miejsca, których nikt nie opisuje w przewodnikach, a które swoim pięknem po prostu wypalają oczy. Przygotowałem dla Was ranking 5 najładniejszych miejsc, w których nocowaliśmy. Wiadomo, że ranking jest subiektywny i nie każdy się ze mną zgodzi, ale w mojej ocenie wymienione miejscówki to nasze TOP fajf:)



1. Mała plaża nad jeziorem Fristjonn.

W to miejsce trafiliśmy przypadkiem (we wszystkie inne też) gdy szukaliśmy miejsca na nocleg i mijając kolejna boczną drogę spojrzałem na zdjęcie satelitarne w google maps. Wyglądało no to, że na końcu drogi powinno być jezioro. Szybka decyzja, ostry zakręt w szutrową drogę i wylądowaliśmy nad niewielkim, śródleśnym jeziorkiem ze sztucznie usypana plażą tworząca przyjemne kąpielisko.  Gdy dojechaliśmy na miejsce było już dość późno, ale słońce wisiało jeszcze nad wodą, więc mieliśmy okazję się wykąpać. Do końca dnia nikt inny nie pojawił się w tym miejscu, więc cała plaża była do naszej dyspozycji. Jedynie rano przyjechało kilka osób wyprowadzić na spacer psy. Miejscóweczka bardzo przyjemna, gdyby ktoś był w pobliżu i szukał miejsca na nocleg to na pewno warto tam zajrzeć.

Cała plaża dla nas.


Wszyscy zadowoleni, dla nas cisza, dla dzieci piasek i woda.



2. Droga nad Roldalstunnelen.

Uniwersalną zasadą w Norwegii dla osób chcących zobaczyć piękne widoki i ciekawe miejsca powinno być omijanie tuneli. Jazda tunelami w Norwegii jest w pewnym sensie atrakcją samą w sobie zwłaszcza, że niektóre z nich mają długość wiele kilometrów. Należy jednak pamiętać, że w większości przypadków tunele powstawały w miejscach gdzie jazda przez góry była trudna, mniej bezpieczna lub bardzo czasochłonna. Drogi którymi podróżowano przed wdrążeniem tunelu często dalej są przejezdne (szczególnie w okresie letnim) i jako że biegną przez góry często oferują przepiękne widoki których nie zobaczylibyśmy jadąc dołem. Zasada jest prosta: Jeżeli jest wybór to zawsze należy jechać górą. (No chyba że ktoś jest krasnoludem i jarają go tunele)
Tak właśnie było tym razem. Tuż za wyjazdem z 6 kilometrowego tunelu, kierując się informacją o atrakcji turystycznej skręciliśmy w boczną mało uczęszczaną drogę, która serpentynami wspinała się na górę, pod która właśnie przyjechaliśmy. Po pokonaniu dość stromego podjazdu trafiliśmy na utwardzony plac przygotowany jak sądzę dla turystów, którzy w tym miejscu zostawiali auta przed wyjściem w góry. Plac otoczony był wysokimi skałami, z których spływało sześć małych wodospadów zapewniając dostęp do wody pitnej.
Skalne ściany powodowały, że promienie słońca z trudem do nas docierały. Z tego powodu tuż obok, mimo że był środek lata nadal zalegała pokrywa śnieżna. Śnieg to atrakcja, obok której żadne dziecko nie może przejść obojętnie, więc zjazdy na „sankach” były tylko kwestią czasu. Droga, przy której parkowaliśmy była praktycznie nieuczęszczana, więc jeśli ktoś szuka spokojnego ładnego miejsca na nocleg to tam będzie czuł się bardzo komfortowo.

Surowe krajobrazy Norwegii
Pierwsze kroki Ani.



Wyjazd z tunelu, którym jechaliśmy chwilę wcześniej

3. U podnóża góry Fannaraki.

Kolejny, przypadkowo trafiony nocleg wysoko w górach. Mimo, że pogoda absolutnie nie dawała szans na spędzenie czasu na zewnątrz, to i tak widoki, jakie zastaliśmy zdecydowanie umieszczają to miejsce w naszej „Wielkiej Piątce”.
Samochód zaparkowaliśmy tuż obok drogi nr 55 zjeżdżając w dół szutrówką w stronę jeziora. Jako że miejsce znajdowało się na wysokości 1400 m n.p.m, temperatura spadła do 5st C. a padający deszcz skutecznie zniechęcał nas do wyjścia na dwór, cały proces gotowania musieliśmy przenieść do środka. Jestem pewny, że gdyby pogoda była bardziej korzystna to miejsce było by jeszcze piękniejsze, ale nawet w warunkach, na które trafiliśmy widok lodowca spływającego z góry Fannaraki do jeziora, robił olbrzymie wrażenie.
Było to jedno z tych miejsc, w których żałowałem, że nie mieliśmy ze sobą canoe albo SUP’a, bardzo chętnie popływałbym w okolicach lodowca.

Tego dnia pogoda zdecydowanie nas nie rozpieszczała.
Zimno i pada ale za to za oknem magia.

Przy nieco lepszej pogodzie miejsce idealne na SUP'a lub Packraft'a



4. Nad jeziorem Djupvatnet

Jadąc do Geiranger, aby podziwiać najpiękniejszy w Norwegii fjord (na temat tego fjordu mamy nieco inne zdanie niż w przewodnikach) postanowiliśmy się zatrzymać przy drodze 63 nieopodal jeziora Djupvatnet. Odjechaliśmy w bok drogą gruntową trochę dalej mijając stojące już wcześniej kampery. Samochód musiał pokonać sporo przeszkód żeby w końcu stanąć na kawałku w miarę równej skały tuż nad małym „jeziorkiem”, chociaż w sumie to była większa kałuża. W każdym razie można było się wykąpać uzupełnić zapas wody i rozkoszować się widokami. Wieczorem tuż przed naszymi oczami przetaczały się kłęby mgły tworząc fantastyczną atmosferę.

Tafla naszej kałuży niczym nie zmącona
Nie wiadomo czy to jeszcze mgła czy już chmury.
Prawie jakbyśmy byli w samym środku niczego.

5.Narodowa trasa widokowa Bjorgvegen

Ostatnia miejscówka w naszym rankingu, ale zdecydowanie najpiękniejsza. Miejsce, które swoim klimatem powaliło mnie na kolana. Przepiękna, mało uczęszczana droga, która biegnie nad najdłuższym, mierzącym ponad 24 kilometry tunelem w Norwegii. Przejazd tunelem oczywiście też stanowi sporą atrakcję, ale jazda w górach nad nim zdecydowanie go deklasuje.
Położona na wysokości 1300 m n.p.m droga, wije się między niewielkimi jeziorami i czapami zeszłorocznego śniegu. Gdy przybyliśmy na miejsce słońce zachodziło nad Aurlandsfjorden oferując miażdżące nas widoki. Następnego dnia w promieniach słońca przemierzaliśmy dalszą część trasy, co chwilę zatrzymując się żeby rozkoszować się widokami. W jeziorach, które mijaliśmy nadal pływały bryły śniegu, tworząc w środku lata nierealną wręcz atmosferę. Mimo że lodowata woda nie zachęcała do kąpieli, musiałem zrobić sobie selfie pływając tuż obok „lodowej góry”.


Najpiękniejsze miejsce w jakim mieliśmy okazje nocować.

Słońce, chmury i góry...  to co lubimy najbardziej

Jeszcze chwila kontemplacji i ruszamy dalej.

Poranna kawa w pięknych okolicznościach przyrody.
Temperatura wody zadawała nam bardzo realny, fizyczny ból.
Czego się nie robi dla dobrego selfie



Dla tych, którzy chcieli by sprawdzić czy miejsca opisane powyżej na prawdę są takie piękne, poniżej wstawiam mapę z zaznaczonymi miejscami z naszej listy.
Jedźcie, sprawdźcie i napiszcie jak było.


Komentarze

  1. Do przewodnika proszę dołączyć tą mapę i zaznaczyć jeszcze trochę miejsc. 🙂

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Dzięki za inspiracje! My w kolejne lato (2019) planujemy wyjazd do Skandynawii z okazji 10-tej (!!!) rocznicy ślubu i 2-gich urodzin naszej córeczki. Także będziemy pamiętać, żeby "jechać górą"! A Wy co na wtedy planujecie? … czekam niecierpliwie na kolejne posty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że w tej chwili pomysłów jest kilka, chociaż najbardziej po głowie nam chodzi Albania. Sporo jednak czasu pozostało do wakacji wiec plan może ulec zmianom:).

      Usuń
  3. Sobie zanotuje te miejscówki :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty