Na wakacjach z dziećmi.


"Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż nie dbać o bilet...." yhyyyy...tak, tak. Tak było dopóki nie urodziły się nasze córki! ;) Kiedy podróżujesz w gronie dorosłych możesz być spontaniczny, na wiele rzeczy nie zwracać uwagi, nie planować, nie zastanawiać się. Kiedy jeździliśmy sami nie sprawdzaliśmy prognozy pogody, nie martwiliśmy się tym gdzie będziemy spali, co zjemy na kolację i czy będzie gdzie umyć..."twarz";) Było beztrosko i wygodnie. Ale nie tęsknię za tym.

Radek obawiał się, że kiedy będziemy mieli dzieci pewien rozdział naszego życia zamknie się bezpowrotnie. Bardzo się bał, bo nie chciał rezygnować z tego rozdziału. A ja wzięłam sobie za punkt honoru, aby udowodnić, że z niczego nie musimy rezygnować (trochę mi się udało !). Coś się kończy, coś się zaczyna, napiszemy nowy, inny rozdział.

Dla mnie sprawa jest prosta: masz dzieci - jeździsz z dziećmi! Jeśli na prawdę chcesz podróżować, dzieci nie są problemem. Pakujecie się i jedziecie.... Ale na własne ryzyko;). Łyżka organizacji, szczypta planowania, szklanka przewidywania, wiadro cierpliwości i wyjazd może być pyszny.

Plaja Vadu, Rumunia

Pierwsze góry odwiedziliśmy gdy Zosia miała 7 miesięcy. Noooo... było inaczej! Górską ciszę skutecznie zakłócało "gu gu ga ga" lub inne mniej miłe tony, a postój uzależniony był bardziej od karmienia lub przebierania niż od pięknego widoku... Trudno było pewne rzeczy zaakceptować, ale doszliśmy do wniosku, że im szybciej się z nimi pogodzimy, zmienimy nasze myślenie, znajdziemy zamienniki i odnajdziemy plusy w tych minusach tym będzie łatwiej nam wszystkim. Podróżowanie z dziećmi jest po prostu "inne" , nie lepsze, nie gorsze, po prostu robi się to inaczej. Jest w nim wiele blasków, ale również olbrzymie cienie, a czasami myślę, że same cienie;) ale i tak to lubimy i to robimy udowadniając, że DA SIĘ.


Nie mam zamiaru przekłamywać rzeczywistości i opowiadać o tym jak to podczas podróży sypie się brokat, a wszyscy pierdzą tęczą i babeczkami, ale nie mogę straszyć że wyjazd z dziećmi to koszmar, bo to też byłaby nieprawda. Każdy zna swoje dzieci i musicie wiedzieć, że one zachowują się tak samo na wyjeździe jak w domu. Tam nie działa żadna magia i czary (co stwierdzam czasami z przykrością), które zamieniają nasze dzieci w milczące marionetki, po to abyśmy mogli wtedy decydować o wszystkim sami. Oczywistym jest że zdarzają się walki, płacze i awantury, nasze nerwy i ich kłótnie, ale również mnóstwo bliskości, śmiechu, tańce przy ognisku i śpiewy do plumkającego ukulele. Ja to uwielbiam!


Plumkające ukulele:) Maramuresz, Rumunia

Dotychczas planując wyprawę szukaliśmy miejsc, gdzie na pewno nie będzie ludzi i tam jechaliśmy - niektórzy mówią, że jesteśmy socjopatami, ale nie będę upierała się przy tej nomenklaturze:)

Lubimy być gdzieś na dziko, w ciszy, spokoju, blisko natury i w swoim towarzystwie. Podczas wakacji chcemy "odetchnąć", nie interesuje nas architektura miast a raczej różnorodność przyrodnicza. Jednakże odkąd są z nami dziewczyny, musieliśmy to trochę zmienić. Radek wcześniej już o tym pisał że nie można się spodziewać że 6 latka, a tym bardziej 3 latka będą zachwycały się spektakularnymi górskimi widokami czy zapierającym dech zachodem słońca. "No fajne"- zwykle mówiła Zosia odrywając oczy od bajki, kiedy kazałam jej spojrzeć za okno, bo widok był niesamowity.


Dlatego staramy się zachować równowagę i planować trasę z uwzględnieniem atrakcji dla dzieci. Szukamy na planowanej trasie ciekawych z punktu widzenia dziecka miejsc i co kilka dni o nie zahaczamy. Może to być oceanarium, dom św. Mikołaja, diabelski młyn, kąpielisko, basen czy wyspa Muminków i mimo że sami nie jesteśmy miłośnikami komercji w takich miejscach to raz na kilka dni chowamy dumę do kieszeni pozwalamy dzieciom mieć "swoje wakacje".

Oceanarium w Alesund, Norwegia
Selfie z Włóczykijem - "Wyspa Muminków", Naantali, Finlandia

W domu Włóczykija - "Wyspa Muminków", Naantali, Finlandia

Nas za to najbardziej cieszą wędrówki na górskie szczyty i leśne szlaki. W tym roku wdrapując się na niewielki choć stromy i skalisty szczyt Zosia ze łzami w oczach powtarzała "Góry nie są mi przeznaczone.... ", mimo że jako czterolatka dała radę o własnych siłach wejść na Norweskie Preikestolen. Kiedy jednak była już na górze przemawiał przez nią zachwyt i duma, że dała radę. Wydaje mi się, że jak dorośnie to zrozumie po co się człowiek tak męczy na własne życzenie;) Na pewno będą z niej ludzie!
W drodze na Preikestolen, Norwegia

Ania, z racji wieku do tej pory górskie szczyty zdobywała na autonogach czyli w nosidle, ale jako że waży już 18kg to prawdopodobnie był to jej ostatni raz! Oczywiście czasami szła sama, ale wiadomo że nie pokona zbyt wielkiej odległości pod górę, na tych swoich krótkich nóżkach.

Myślę że pomimo tak różnych od siebie oczekiwań względem spędzania czasu na wakacjach, potrafimy je pogodzić, bo przecież podróżowanie z dziećmi to przede wszystkim sztuka kompromisu.
Nasze nieudane wejście na lodowiec Buerbreen, Norwegia

Niech to więc będzie słowem wstępu do cyklu opisywanych przeze mnie różnych aspektów jeżdżenia z dzieciakami. Będzie na pewno coś o jedzeniu, bezpieczeństwie, higienie, gadżetach które ułatwiają nam życie podczas wyjazdów i o tym dlaczego kreujemy ciągle nowe marzenia i gonimy tego naszego białego króliczka ;)

Do następnego!

Cześć!


Genialny plac zabaw przy oceanarium, Alesund, Norwegia

Chata Włóczykija, Naantali, Finlandia
Zmęczenie materiału po 8 godzinach drogi na Preikestolen, Norwegia







Komentarze

  1. A ja wam cały czas kibicuję kochani

    OdpowiedzUsuń
  2. Mądre dzieci, cudowni rodzice... To nie mogło się nie udać! 😍😊

    OdpowiedzUsuń
  3. "no fajne" powiedziała Zosia...taaa w tym roku postanowiliśmy spełnić marzenie Franka i pokazać mu Wenecję. Chwalił się wszystkim, żr jego rodzice widzieli. Bardzo mu się podobało, sprawdzał czy woda nie śmierdzi, kupił maskę i robił zdjecia domów na wodzie ...a jak wyjeżdzaliśmy spytał tylko...kiedy on już bedzie mógł pojechać na działkę...także tego��������podróże z dziećmi��pozdrawiamy i czekamy na vloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie to jest to. Lubię patrzeć jak dzieci są zajarane tym czego nie widziały u nas w kraju i jak później opowiadają o naszych wyjazdach. Mam świadomość że po latach w głowie zostaną im tylko migawki z podróży ale zawsze to lepiej niż jakby nic nie zobaczyły. Myślę że wspomnienia ulatują, ale doświadczenia zostają. Pozdrawiam

      Usuń
  4. "no fajne" powiedziała Zosia...taaa w tym roku postanowiliśmy spełnić marzenie Franka i pokazać mu Wenecję. Chwalił się wszystkim, żr jego rodzice widzieli. Bardzo mu się podobało, sprawdzał czy woda nie śmierdzi, kupił maskę i robił zdjecia domów na wodzie ...a jak wyjeżdzaliśmy spytał tylko...kiedy on już bedzie mógł pojechać na działkę...także tego��������podróże z dziećmi��pozdrawiamy i czekamy na vloga!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty